Marcjanna stoi w kontrze do wszystkiego co świąteczne, psując przy tym nastrój do świętowania wszystkim wokoło. Tu święta pachną lękiem, skrzętnie ukrytym za pewnością siebie, potrzebą kontroli i przesadną dbałością o niewpadanie w wir przedświątecznego konsumpcjonizmu. Czy zamrożone na lód serce Marcjanny doszczętnie zniszczy te resztki szczęścia, które jej pozostały?
Opowieść prawie wigilijna
Aleksandra Rak
Wydawnictwo Dobre Strony
Marcjanna, współwłaścicielka eleganckiego salonu kosmetycznego, ma perfekcyjny wizerunek, twardy charakter i bardzo konkretne podejście do pieniędzy, czyli ograniczenie niepotrzebnych jej zdaniem wydatków do minimum. Pewna siebie, uwielbia jak wszystko i wszyscy są tacy jak sobie tego życzy.
Kiedy pewien wypadek pokaże jej jak dużą barierę wokół siebie zbudowała i jak bardzo osoby z jej otoczenia mają dość postępowania pod jej dyktando, stanie przed wyborem. Albo przyzna jak dużo chaosu skrywa pod płaszczykiem perfekcji, albo wszystko to, na co pracowała ciężko przez całe życie legnie w gruzach.
To nie jest lukrowa opowieść o magii świąt, cudach i problemach, które znikają jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. To realistyczna opowieść o opadającej zbroi, która obnaża kolejne mankamenty i niepowodzenia, bezlitośnie wytykając je bohaterce palcem właśnie w świątecznym okresie. Bo każdy chce móc się nim cieszyć, szczególnie po latach znoszenia kaprysów i marudzenia. Zamiast wielkich czynów, mamy drobne gesty, które mają dać szansę Marcjannie na otwarcie się na innych. Tylko czy kobieta je dostrzeże?
To nieco gorzka opowieść o życiu, która jednocześnie niesie nadzieję na lepsze jutro i pokazuje, że warto próbować budować coś od nowa. Idealna na spokojny zimowy wieczór.

Recenzja powstała we współpracy z wydawnictwem.


Dodaj komentarz